Leczenie z edukacją

Rodzinny Magazyn Medyczny

 

Lekarze rodzinni narzekają na brak czasu, który mogliby poświęcić pacjentom na edukację. I dlatego dobrze, że przy niektórych ośrodkach diabetologicznych powstają punkty edukacyjne, gdzie można się zgłosić bez skierowania. 

 

Taki punkt działa np. przy poradni prowadzonej w Białymstoku przez dr Małgorzatę Arciszewską. – Od początku postawiłam na edukację – podkreśla – bo to podstawa powodzenia terapii w tej chorobie. Zatrudniam cztery dietetyczki. To ich zadaniem jest edukowanie pacjentów. Efekty szkolenia są zaskakujące. Już po drugiej – trzeciej wizycie pacjenci zrzucają zbędne kilogramy, gdy zrozumieją, o co tu chodzi. Często wówczas i leki stają się niepotrzebne. Pacjenci są przekonywani, nierzadko wręcz zmuszani do pożądanych zachowań. Ktoś przychodzi po raz pierwszy i mówi: „Co ja się będę odchudzał, rezygnował z tego co lubię? I co z tego, że cukier mam 200, ale się dobrze czuję”. Jak mu się wytłumaczy, że to nie jest dobrze - bo choć organizm się przyzwyczaił i teraz nic nie dolega, to lada moment będzie miał zawał czy udar - to zmienia podejście. Ktoś inny przekonuje, że przecież nie je mięsnych potraw, ale bardzo lubi babką ziemniaczaną czy zupę dyniową. „Przecież to nie mięso”. Wtedy dowiaduje się, że jest w błędzie. „Proszę sprawdzić glukometrem, jak skoczy panu cukier po zjedzeniu tych potraw”. Podobnie przekonuje się jak ważny w utrzymaniu cukrzycy w ryzach jest wysiłek fizyczny – ruch, ćwiczenia.

 

Z edukacji korzystają jednak tylko pacjenci poradni, rzadko natomiast osoby z zewnątrz, choć mogą tu przychodzić. A szkoda.
Pierwsza linia z perspektywy specjalisty

 

Zdaniem dr Arciszewskiej lekarze rodzinni powinni bardziej kłaść nacisk na wczesną diagnostykę i profilaktykę cukrzycy, gdyż same poradnie diabetologiczne nie są w stanie tego wykonać. Lekarz rodzinny powinien wiedzieć, czy w danej rodzinie ktoś ma cukrzycę. A jeśli tak, to kontrolować wszystkich członków rodziny, szczególnie otyłych, z grupy wysokiego ryzyka. – Oczywiście, ludzie są zapracowani, nie mają czasu chodzić do lekarza. Ale można przecież po - wiedzieć babci, która przychodzi częściej, niech syn czy córka też przyjdą.

 

Inny problem, to cukrzyca ciężarnych – jeśli wystąpiła u kobiety w ciąży, często najpierw mija, ale potem jest nawrót. Jeśli pacjentka z cukrzycą ciężarnych trafiła już do diabetologa, to potem powinna być nadzorowana przez lekarza rodzinnego. Chodzi zwłaszcza o wykonywanie krzywej cukrowej raz na dwa-trzy lata. Lekarze o tym często zapominają.

 

Chyba za mało również wiedzą o coraz częściej występującym u młodych kobiet zespole PCO (policystycznych jajników). To schorzenie ginekologiczne współistniejące z insulinoopornością. Kobiety te mają nadwagę lub otyłość, nie mogą zajść w ciążę. Aby zaradzić niepłodności, wystarczy zrzucić nadwagę - skontrolować glikemię, poradzić się dietetyka, zmienić jadłospis, wprowadzić więcej ruchu. Nie zawsze takie pacjentki trafiają do ginekologa – endokrynologa. Tu również ukłon o większą czujność lekarzy rodzinnych.

 

Potrzebne sensowne programy

 

Lekarze rodzinni często bagatelizują podwyższony poziom cukru na czczo – 102, 103, 105 - a wartości powyżej 100, to już ostrzegawcze światełko. Trzeba wykonać krzywą cukrową, badanie powtórzyć, a wówczas jest gwarancja wczesnego wykrycia cukrzycy. Ogromny problem w tym, że aż połowa ludzi z cukrzycą nie wie, że choruje. Nie można winić za to lekarzy rodzinnych. To efekt braku w naszym kraju sensownego i skutecznego systemu wczesnego wykrywania tej choroby społecznej oraz atrakcyjnego programu profilaktyki. Takiego, który by zachęcał do wykonania badań kontrolnych a nie odstraszał. Tak jak zadziałał – w powszechnym odczuciu – zeszłoroczny program wczesnego wykrywania raka piersi. Wydano grube pieniądze na indywidualne zaproszenia kobiet z grupy podwyższonego ryzyka do badań mammograficznych, na reklamę i same badania. Zgłosiło się niecałe 20 proc. zaproszonych kobiet. Wystraszyły się tych badań, bo przede wszystkim straszono je rakiem...

 

Zdaniem dr Arciszewskiej, programy profilaktyki cukrzycy powinny być wpisane na poczesnym miejscu w politykę prozdrowotną państwa - być starannie przemyślane, określać grupy ryzyka i sposoby czynnego wychwytywania pacjentów zagrożonych cukrzycą. Warto patrzeć jak to robią inni. W Anglii np. postanowili w cuglach wziąć się za leczenie otyłości – będą płacić grubasom za odchudzanie. Bo lepiej na to przeznaczyć pieniądze niż potem o wiele większe środki na leczenie mnóstwa chorób biorących się z otyłości, a w pierwszym rzędzie cukrzycy, chorób serca, kręgosłupa i stawów. Zapobiegać można więc na różne sposoby, byle z pomysłem, nie marnując publicznych środków.

 

Trzeba lepiej współpracować

 

Wszyscy, od konsultanta wojewódzkiego po pielęgniarki i dietetyczki, podkreślają, że trzeba poprawić współpracę między specjalistą i lekarzem rodzinnym. Lekarze rodzinni z zadowoleniem przyjęli zalecenie NFZ, obowiązujące od początku tego roku, żeby specjaliści (ze wszystkich dziedzin) informowali ich o wdrożonym leczeniu pacjenta, zaleceniach, wizytach kontrolnych. To ma sprawić, że opieka nad pacjentem będzie bardziej skoordynowana, a lekarz rodzinny będzie miał szerszą orientację w stanie zdrowia pacjenta i otrzyma wskazówki co do postępowania w podstawowej opiece między wizytami kontrolnymi u specjalisty. Założenie chyba słuszne.

 

Prof. Górska podkreśla, że pacjent z cukrzycą, prowadzony przez lekarza rodzinnego, powinien przynajmniej raz w roku trafić do diabetologa na kompleksową ocenę wyrównania parametrów metabolicznych cukrzycy (m.in. hemoglobiny glikowanej, parametrów lipidowych), bo tylko tam może wykonać takie bilansowe badania. Dr Arciszewska zgadza się z samą ideą, ale zauważa, że nie da się zrobić takiego bilansu za jedną wizytą. Niezbędne są przynajmniej dwie, ale NFZ zapłaci specjaliście jak za jedną. Trzeba więc albo coś zmienić w systemie finansowania takich świadczeń albo przestać mówić o jednej wizycie bilansowej. Opinię tę podziela, oczywiście, i prof. Górska.

 

- Wspólnym zadaniem lekarza rodzinnego i diabetologa – mówi dr Arciszewska – jest wdrożenie takiego leczenia i postępowania pacjenta, które zapewni optymalne wyrównanie cukrzycy i co za tym idzie poprawi komfort i jakość życia osoby z cukrzycą. Jestem więc, jak najbardziej, za informowaniem lekarza rodzinnego. I to na bieżąco - o rezultatach każdej wizyty pacjenta u diabetologa, a nie tylko wystawiania raz w roku zaświadczenia o stanie zdrowia. Takie informacje powinny iść mailem, bo pacjent nie zawsze zaniesie papierek do lekarza. Wtedy dopiero można będzie mówić o bardziej efektywnej współpracy lekarza rodzinnego i diabetologa.